Challenge Forte Village Sardynia

Challenge Forte Village Sardynia

Planując start na koniec października w Europie miałem do wyboru dwa miejsca: Gloria IRONMAN 70.3 Turkey oraz Challange Forte Village Sardynia. Zależało mi bardziej na starcie w Turcji ze względu  na możliwość  uzyskania punktów do rankingu PRO. Okazało się jednak, że w tym roku w Turcji nie będzie klasyfikacji PRO. Zdecydowałem się więc wystartować na Sardynii. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że moja decyzja okazała się słuszna. Z Sardynii wróciłem spełniony sportowo, choć z lekkim niedosytem oraz poczułem atmosferę prawdziwego Śródziemnomorza.
Wszelkie sprawy logistyczne jak zawsze perfekcyjnie dograł "Remiś".  Na lot musieliśmy się udać do Krakowa - wydłużyło to niestety naszą podróż. Przed godziną 24:00,  po około 3 godzinach lotu meldujemy się w cieplutkim Cagliari. Z lotniska czkała nas jeszcze godzinna podróż do miejsca zamieszkania w Domus de Maria – niecałe 4 kilometry od miejsca, gdzie zlokalizowane jest miejsce zawodów.

Sardynia1

Poranne słońce w Domus de Maria, przebijające się w każdy możliwy sposób do naszego domu. Z tarasu i ogrodu ukazał nam się piękny górski krajobraz oraz Morze Tyreńskie. Temperatura na zewnątrz ponad 20 stopni, góry, morze, do tego pyszna włoska kawa - uwielbiam taki klimat. Chwila relaksu i trzeba w jedną całość złożyć rower. Przed wyjazdem  chłopaki w Veloarcie pokazali, która śrubka gdzie musi być wkręcona, który kabelek od di2 do którego otworu należy włożyć.    Hm.. w praktyce wygląda to troszkę trudniej. Skręcanie kierownicy triathlonowej było moim debiutem. W Veloarcie mówili: "w 30minut sobie poradzisz". Złożenie tej układanki wymagało jednak zgranego zespołu, a ja mam to szczęście, że taki posiadam. Wspólnymi siłami poradziliśmy sobie świetnie, troszkę dłużej niż w pół godziny. 

Sardynia2
Rower przygotowany, więc można udać się na niedługi, około godzinny rozjazd. Ostatnie dni przed startem to krótkie rozruchy na rowerze, w wodzie oraz na biegu. Rowerem jadę wzdłuż wybrzeża, gdzie rozciągają się piękne górskie widoki. Oznacza to, że płaskich odcinków będzie tutaj bardzo mało. Ograniczam się do spokojnej jazdy, żałując, że nie mogę "zapuścić" się w głąb wyspy i dokręcić kilometrów. Co chwila mijam grupki kolarzy oraz triathlonistów. Zauważyłem, że dla nas rowerzystów, kierowcy aut jacyś bardziej uprzejmi niż w Polsce. Czuję, że noga w tej temperaturze zupełnie inaczej pracuje. Po przejechanych 40 kilometrach wiem, że etap kolarski zapowiada się bardzo wymagająco.

ggg

Po rowerowym rozruchu zaplanowałem krótkie open water. Móc popływać w listopadzie w otwartych wodach - bezcenne. Tego dnia w okolicach nabrzeża morze było wzburzone, pływało się ciężko. Na szczęście był to jedyny  wietrzny dzień podczas naszego pobytu. Później było już tylko lepiej. Morze spokojne i przyjazne. Przed zawodami wykonałem jeszcze jeden trening biegowy z elementami zabawy biegowej oraz "kilometrowe" open water. 

Sardynia4

Sardynia5

Zbliżające się zawody nie pozwoliły mi na zwiedzanie wyspy. Ograniczyłem się do spróbowania kilku potraw kuchni włoskiej i śródziemnomorskiej.

Sardynia6

Dzień przed zawodami wybrałem się z Łukaszem na objazd trasy autem. Po dotarciu do T2 wiedziałem, że nie będzie to profil z ulicy Rolniczej pomiędzy Łomiankami, a Czosnowem. "Remiś" pocieszył mnie zdaniem: "zawsze możesz powiedzieć, że noga Cię jeszcze bolała i dlatego nie wystartowałeś". Oczywiście takie rozwiązanie nie wchodziło w grę. Trasa dla wszystkich zawodników jest  taka sama, a ja zamierzałem jak zawsze się nie oszczędzać i walczyć o najwyższe cele.
Challange na Sardynii były to moje pierwsze zawody w kategorii PRO rozgrywane poza granicami naszego kraju. Zawody bardzo dobrze przygotowane, prawdziwe święto triathlonu. Na starcie zawodnicy z całej Europy. Zapowiadało się bardzo mocne ściganie. Tuż przed zawodami prezentacja wszystkich zawodników PRO, aż ciarki mnie przeszły kiedy spiker wyczytał: Kalaszczynski - Poland. Zawsze z wielką dumą reprezentuje mój Kraj. Dla mnie było to coś wyjątkowego, gdyż pierwszy raz spotkałem się z taką formą prezentacji. Morale mocno podbudowane.

Sardynia10

Trasa pływacka składała się z dwóch okrążeń z 30 metrowym wyjściem z wody. Podobnie jak w Gdyni dużym utrudnieniem było płynięcie bezpośredni pod słońce... i to dwa razy. W wodzie od początku płynę w 5 osobowej grupce. Raz "w nogach" raz prowadząc grupę.  Na belce pływackiej osiągam czas 28:13. Krótki dobieg do T1 i po minucie melduje się już na rowerze. Pierwszy kilometr po pięknym ośrodku Forte Village. Początkowe 12 kilometrów roweru płaskie. Łapię bardzo fajną grupkę zawodników. Średnia tego docinka w okolicach 43km/h. Prawdziwe ściganie zaczyna się jednak po 12 kilometrze, gdzie czeka na nas pierwsze 10 kilometrów wspinaczki. Miejscami nachylenie dochodziło do ponad 10%. Następnie 10 kilometrów trudnego technicznie zjazdu z licznymi serpentynami. W tym momencie nasza grupka zaczyna się rozrywać. Niestety nie jestem jeszcze wirtuozem techniki na zjazdach, więc zostaje z tyłu. Staram się jednak podglądać jadących przede mną rywali, a że chyba jestem w miarę pojętnym uczniem z zakrętu na zakręt wychodzi mi to co raz lepiej. Koniec zjazdu i zaczynamy kolejny 6 kilometrowy podjazd. Następnie około 15 kilometrów w miarę "przyjaznego" - płaskiego terenu, gdzie można wreszcie skorzystać na dłuższy czas z lemondki. Tylko co jakiś czas pojawiają się krótkie około kilometrowe "chopki". Kolejny blisko 30 kilometrowy odcinek wzdłuż wybrzeża dostarczył wiele wrażeń. Zarówno tych krajobrazowych jak i mocno "sponiewierających" moje nogi. Ciągła jazda "up and down" zabierała dużo sił.  Nogi mocno zmęczone dystansem, a nachylenie miejscami ponad 15% !!! Po każdym trudnym podjeździe czekał na nas trudny technicznie zjazd. Na Starvie pod nazwą Giro Sardegna TT (Gran Giro) można odnaleźć dwudziestokilometrowy segment tego odcinka. Ostatnie 10 kilometrów to już w miarę płaski teren z jednym niedługim podjazdem.

TrasaW T2 melduje się z czasem roweru 02:29:41. Nie jestem z tego wyniku zadowolony. Jak pokazuje wynik forma rowerowa nie była już ta najwyższa, którą miałem podczas najważniejszych startów w sezonie. Uważam, że zbyt dużo przegrałem na tym etapie z czołówką. Pełen obaw ruszam na etap biegowy. Czułem, że nogi mocno odczuły etap kolarski.
Trasa biegowa składała się z dwóch 10,5 kilometrowych pętli, na których co 2.5km znajdował się  bufet. Temperatura powietrza w tym momencie rywalizacji dochodziła do 25 stopni Celsjusza. Bardzo dobrym rozwiązaniem było podawanie przez wolontariuszy 0,5 litrowych butelek z wodą. Dzięki tempu można było dobrze schłodzić organizm.  Trasa biegu nie była bardzo wymagająca, jednak płaska jak stół też nie była (foto trasy). Biegu obawiałem się najmniej. Forma biegowa na treningach wskazywała, że będzie dobrze. Do 15 kilometra szło rewelacyjnie. Udawało się biec w bardzo dobrym tempie ze średnią 3:30 - 3:32/km. Niestety około 16 kilometra poczułem mocne odcięcie mięśniowe. Ból łydek, achillesów oraz "czwórek". Tępo jak i tętno znacząco zaczęło spadać. Niestety nie mogłem już się zebrać, żeby przyspieszyć. Etap biegowy kończę z czasem 01:16:29 co jest moim drugim rezultatem wybieganym podczas triathlonu na dystansie 70.3. Linię mety przekraczam na 10 miejscu z wynikiem 4:16:22.

sardynia 12

Sardynia11

sardynia12

Nie będę ukrywał, że liczyłem na troszkę więcej podczas tego startu. Wynik i miejsce, które osiągnąłem nie jest dla mnie satysfakcjonujące. Szczególnie widać, że na rowerze forma nie była taka jaką prezentowałem w całym sezonie. Teraz jednak czas na zasłużony odpoczynek, czas na regenerację organizmu i niedługo trzeba wracać do pracy nad własnym ciałem, żeby forma w sezonie 2017 była życiowa. Główny nacisk będę chciał postawić na rower, gdzie są jeszcze rezerwy i kilka minut do urwania. Tutaj wierzę, że wspólnie z trenerem Czarkiem Figurskim zbudujemy "mocne kopyto" na nowy sezon :)
Niestety dzień po zawodach kolano, które wydawało się, że w pełni się zregenerowało przez noc mocno spuchło. Po powrocie z Włoch błyskawiczna wizyta w Klinice Ortoreh , postawiona diagnoza i  przymusowy tydzień leżenia z lekko usztywnionym stawem kolanowym. Po 6 dniach nosi mnie strasznie, ale co cieszy jest znacząca poprawa.
Wyjazd do Sardynii to nie tylko dla nas zawody, ale że cała nasza czwórka lubi dobrze zjeść nie odmawialiśmy sobie degustowania lokalnej kuchni. Zwiedzania dużo nie było, ale kilka ładnych rzeczy udało się zobaczyć. Bardzo polecam wszystkim zawody federacji Challange na Sardynii, na pewno tu jeszcze kiedyś wrócę. Mamy już plan objechania wyspy, a my co zaplanujemy to realizujemy :)

Sardynia13

Sardynia14

Login to post comments