Garmin Triathlon Ślesin

Garmin Triathlon Ślesin

Po nieudanych Mistrzostwach Polski w Sierakowie potrzebowałem odbudować osłabione morale i potwierdzić sportową formę. Najlepszym działaniem w tym kierunku  byłby oczywiście start na wysokim poziomie. Po powrocie z Sierakowa - w poniedziałek otworzyłem kalendarz zawodów i zdecydowałem się na debiut w Ślesinie,  w ramach cyklu Garmin Iron Triathlon. Tutaj wielkie ukłony dla firmy Labosport za umożliwienie mi udziału w tych świetnych zawodach.  Myślę, że jeszcze tu wystartuję nie raz. Jak dla mnie jest to jedno z najfajniejszych miejsc triathlonowych w Polsce. Polecam wszystkim start w tym urokliwym miejscu.

Tradycyjnie już podczas Garmin Iron Triathlon start odbywa się punkt 12.00. Wystrzał startera - Filipa Szołowskiego i 500 - set triathlonistów ruszyło z plaży Jeziora Ślesińskiego do walki na dystansie 1/4 IM. Pierwsze 200 metrów walka o uzyskanie jak najlepszej pozycji, troszkę przepychania i po chwili meldujemy się przy pierwszej boi. Po jej minięciu robi się luźniej. „Wskakuję" w nogi  płynących przede mną zawodników i trzymam się z nimi do mostu. W tym momencie tempo pływania zaczyna spadać. Postanawiam więc, wziąć na siebie prowadzenie grupy. Płynie się bardzo komfortowo, swobodnie. Decyduję się płynąć zachowawczo mając w pamięci ”przygodę”  z Sierakowa. Z lekkim niepokojem oczekuję mety etapu pływackiego. Jak będą "działały" moje nogi? Wychodzę z wody, przebiegam 5-6 schodków, 50-100-150 metrów i już wiem, że jest dobrze. Na pierwszej belce melduję się z czasem 12:48 tracąc do pierwszego zawodnika 1:20.

9

Szybka zmiana  w T1 i ruszam w pogoń za liderami, których po przejechaniu około 8 kilometrów mam już w zasięgu wzroku. Trzymam swoje założenia i "metr po metrze" odrabiam straty z etapu pływackiego. Na około 12 kilometrze jedziemy już w czwórkę zachowując zasadę "no drafting". Daję chwilę odpocząć nogom  i od około 18 kilometra jadę "swoje" 300 wat. Dziesięć metrów za mną trzyma się już tylko Tomasz Szala, gdyż jak się później okazało Filip Przymusiński wraz Robertem Wilkowieckim zaliczyli „szlif” na 15 kilometrze wyścigu. Szkoda - Filip niech rany szybko się goją. Rower kończę z czasem 01:03:45 ze średnią prędkością – niecałe 42km/h. Jestem bardzo zadowolony z formy rowerowej, gdyż czuję jeszcze zapas mocy „pod nogą”.

6

Z T2 wybiegam z przewagą około minuty nad drugim zawodnikiem. Nogi na biegu pracują jak należy i na każdej z 4 pętli powiększam przewagę nad ścigającymi mnie rywalami. Mocną stroną organizacyjną było zapewnienie kostek lodu na trasie w ten upalny dzień. Wyrazy wdzięczności dla organizatorów za możliwość  schłodzenia organizmu.
Kontrolując czas zauważam, że mogę osiągnąć dobry wynik końcowy na mecie. Postanawiam więc do końca trzymać założone tempo w granicach 3:25-3:28/km. Na mecie melduję się z czasem 01:54:06 - co jest nowym rekordem w historii imprez Garmin Iron Triathlon.

4

1

Jestem zadowolony i z optymizmem patrzę w przyszłość. Do zobaczenia w Radkowie…, walczymy dalej.
Mówi się, że triathlon to sport indywidualny. Nieprawda !!! Moje wyniki to zasługa także mojej całej ekipy Doroty, Staśka, rodziców, brata, Łukasza, którzy podążają za mną po całej Polsce. Dziękuję z całego serca moim sponsorom: Michałowi, Maciejowi, Andrzejowi za wielkie zaangażowanie w mój sportowy rozwój. Wielkie podziękowania dla całego KM Sport Team, dzięki któremu moje nogi mogą rozpędzać najlepszą maszynę Trek Speed Concept, mogę także korzystać z odżywek firmy Power Bar, Klinice Rehabilitacji Sportowej Ortoreh, gdzie Andrzej wyprawia cuda z moim ciałem, firmie Kawa Kamp nie tylko za najlepszą kawę i lody… (koniecznie odwiedźcie w Poznaniu lodziarnię na Woronieckiej 17, najlepsze lody tradycyjne) oraz firmie O-shop.com dzięki, której mam zapewnioną najlepszą ochronę oczu podczas treningów i życia codziennego oraz Nike Running Poland za najlepszy sprzęt biegowy :)

Ślesin

#dawajkalach

Login to post comments