Maniacka Dziesiątka

Maniacka Dziesiątka

Są takie miejsca do których zawsze jeździ się z wielką przyjemnością i z niecierpliwością oczekuje dnia wyjazdu. Dla mnie takim miastem jest Poznań. Nie tylko dlatego, że uwielbiam tu startować, zarówno na trasach triathlonowych lub biegowych, ale przede wszystkim dlatego, że mogę spotkać się z przyjaciółmi. Tym razem nie było inaczej. Jak zwykle mogliśmy z Dorotą i Staśkiem liczyć na gościnę i świetne pasta party przed, jak i po biegu. Dzięki Maciek i Kasia, Sandra i Marcin oraz całe Kawa Kamp za gościnę. Po takim zastrzyku energii mogło być tylko mocne bieganie ;-)

Kawa Kampa 2

Kawa Kampa 3

Już od kilku lat stałe miejsce w moim kalendarzu startów ma Maniacka Dziesiątka. Świetna organizacja, szybka trasa, mocna obsada, to wszystko pozwala myśleć o szybkim i rekordowym bieganiu. Celem jaki sobie postawiłem na te zawody było pobiec w okolicach 32:15.... owszem w głowie pojawiała się myśl o "złamaniu" 32 minut, jednak po wyniku z ostatnich zawodów na dystansie 5km wydawało się to raczej nie osiągalne. Ostatnie 3 dni przed "Maniacką" postanowiłem troszkę dać nogom odpocząć, zmniejszając mocno objętość treningową i zobaczyć jaki efekt będzie w sobotę na mecie. Potrzebowałem dobrego wyniku, żeby psychicznie poczuć, że wszystko idzie w odpowiednim kierunku. Odpuszczenie było dobrym krokiem. Już na rozgrzewce czułem, że nogi dobrze pracują. Prognozowało to szybkie bieganie podczas zawodów. Punkt 12:00 wystrzał startera i ruszyliśmy do walki z dystansem 10 kilometrów. Pierwszy kilometr jest dość łatwy, prowadzi lekko z górki. Kontrolne spojrzenie na międzyczas z pierwszego kilometra - 3:01/km. Mocne otwarcie, ale trzeba było "kleić" grupę, żeby nie zostać samemu. Kolejna kontrola tempa na 3 kilometrze. "Trójka" w 9:20 - jest dobrze. Czuje się komfortowo. W tym momencie już wiem, że powalczę dziś o dobry rezultat na mecie :). Połowę dystansu mijam w czasie 15:55. Do około 6 kilometra biegnę w czteroosobowej grupie. Jednak w tym momencie zaczyna się rwać. Marcin Kęsy ucieka do przodu natomiast Szymon Bytniewski i jeszcze jeden zawodnik zostają za mną. Próbuje łapać plecy Marcina, jednak metr po metrze "odjeżdża" mi i zostaje sam. Na ostatnich czterech kilometrach udaje mi się trzymać mocne tempo 3:10 - 3:12/km. Na metę Maniackiej Dziesiątki wbiegam z czasem 31:59 z czego jestem bardzo zadowolony. Na końcowych metrach mogłem jak zwykle liczyć na doping mojego teamu #dawajkach. Dzięki kochana żono, Twoje wsparcie jest nieocenione. Ja jestem nogami, a Ty sercem tej maszyny :) 

Maniacka Dycha 7

Maniacka Dycha 4

Maniacka Dycha 1Foto: Dariusz Niedzielski

W porównaniu do zeszłorocznych zawodów na tej samej trasie poprawiam się o 20 sekund. Świadczy to o tym, że trening, który wykonuje się sprawdza. Najbliższy tydzień wracam do dużej objętości rowerowej. Kilka dni podczas Świąt Wielkanocnych  spędzę w moim rodzinnym Płocku, szlifując formę rowerową na trasach Brudzeńskigo Parku Krajobrazowego. Gratulacje dla organizatorów biegu, wolontariuszy, a przede wszystkim dla Artura Kujawińskiego za świetną organizację biegu. Na pewno wracam tu za rok !!! 

Maniacka 6

Maniacka Dycha 45jpg

Kolejny biegowy sprawdzian już 3 kwietnia podczas Półmaratonu Warszawskiego. Po "Maniackiej" mam "apetyt" na mocne ściganie :)

Login to post comments