Triathlon Susz - II miejsce

Triathlon Susz - II miejsce

Zawody w Suszu były poświęcone dwóm bardzo bliskim mi osobom: mojej zmarłej cioci oraz Magdzie mojej siostrze, która straciła najważniejszą dla siebie osobę – mamę. Było mi ciężko dzień po pogrzebie, tak bliskiej osoby zebrać się i wystartować w tak trudnych zawodach – na dystansie 1/2 Iron Man. Postanowiłem jednak, że będę walczył. Wiedziałem, że ciocia zawsze była moim wielkim kibicem i na pewno będzie mi mocno dmuchać w plecy podczas tych zawodów. Tak też było…

 

 

Do Susza wyruszyliśmy w piątek około godziny 16:00. Po dotarciu szybki odbiór numerów startowych, przygotowanie sprzętu, załadowanie węglowodanów i do łóżka.

 

Sobota punkt 9:00 wystrzał startera i woda się „zagotowała” gdy nasza prawie 500 osobowa grupa ruszyła do walki. W gronie startujących wielu „gigantów”, jak to napisała AT. Po pływaniu liczyłem na troszkę lepszy wynik, niż 28:42. Chciałem popłynąć poniżej 28minut. Tym razem cały dystans musiałem pokonać samemu, nie udało się „złapać” żadnych nóg. Z wody wychodzę na 14 pozycji tracąc do lidera 4 minuty. Na rowerze natomiast jedzie mi się idealnie, nogi świetnie funkcjonują. Podjazdy, które wydawały się przed zawodami, że mogą sprawiać kłopoty pokonywałem z bardzo dobrą prędkością. Licznik cały czas pokazywał średnie wartości co 5km powyżej 41km/h. Zdecydowanie odrabiałem starty do rywali. Po etapie rowerowym jestem już na trzeciej pozycji. Przede mną tylko Marek Jaskółka i Kacper Adam. Do T2 zjeżdżam chwilę przed Filipem Przymusińskim oraz Maciejem Chmurą, którzy zawsze są groźni. Wykręcam trzeci czas roweru 02:12:18.

 

Na biegu pierwszy kilometr nie jest przyjemny. Po zmianie pozycji lekka kolka, która jednak zaraz puszcza. Zaczyna się biec lekko i nawet przyjemnie. Myślę sobie, że dzisiaj jest chyba mój dzień, nie duża strata do Adama i Jaskółki, więc czemu nie powalczyć o zwycięstwo.

 

 

Trzymam tempo 3:30-3:35/km biegnie się świetnie. Jednak na 3km czuje jak stopniowo napina się głowa przyśrodkowa „czwórki”. Myślę sobie tylko nie to, przecież czuje się tak dobrze. Jednak mięsień nie odpuszcza, trzeba było się zatrzymać i rozciągnąć nogę. Po tym zabiegu wszystko wraca do normy, tempo nie spada jednak odczuwam, że mięsień nie pracuje jak należy. Tętno niskie, głowa chce walczyć i przeć do przodu… Po pierwszej siedmiokilometrowej pętli odrabiam znacząco stratę do K.Adama, jednak doświadczony M.Jaskółka powiększa przewagę. Na mijance widzę, że świetnie wygląda, jego twardy krok i szybkie tempo pokazują, że jest w dobrej formie. Analizuję, że jeżeli nie zaczął za szybko będzie ciężko dziś z nim wygrać, ale nie poddaje się – walczę i biegnę swoje. Około 7km powtarza się sytuacja z 3km, ale teraz skurcz następuje w drugiej nodze. Krótki postój, rozciąganie i wracam do gry. Niestety tempo spada do prędkości około 3:40-3:45/km, szybszy bieg powoduje nasilanie się skurczy mięśni.

  

Po drugiej pętli moja starta do K.Adama wynosi około 40 sekund, lekko przyspieszam. Na około 15km dojrzałem postać Kacpra i wiem, że teraz już nie odpuszczę. Dopadam Go na około 17km i po chwili przechodzę do ataku. Mocna przebieżka, ale Kacper to twardziel i trzyma moje plecy… Nie było łatwo Go zgubić, jednak po walce oddalam się na 30-40metrów. Na podbiegu czuję zmęczenie, rywal niweluje stratę do około 20metrów. Trzeba się jeszcze raz zebrać w sobie i zrobić poprawkę. Na około 19km rozpoczynam długi finisz i uciekam na bezpieczną odległość. Osiągam trzeci czas biegu – 01:17:53. Metę przecinam na drugiej pozycji z czasem 04:01:15 ustępując wybitnemu zawodnikowi – Markowi Jaskółce, który wygrywa zawody z wynikiem 03:59:33. Trzeci Kacper Adam 04:01:43. Kolejni zawodnicy także osiągają świetne wyniki co bardzo mnie cieszy, bo mimo, że rywalizujemy na zawodach wszyscy wkładamy w to ogrom pracy. Czuję, że w przyszłym roku, żeby walczyć o pudło będzie trzeba łamać 4 godziny.

 

 

 

 

 

Wielkie podziękowania za wsparcie dla całej mojej ekipy „Dawaj Kalach” Doroty, rodziców oraz Łukasza, który mimo, że następnego dnia walczył na sprincie podczas moich zawodów był dosłownie wszędzie. Dziękuje także moim partnerom firmie Activhero.pl za dostarczenie odżywek, Run Centr za przekazanie mi super sprzętu marki Zerod oraz Compressport oraz Klinice Rehabilitacji Sportowej Ortoreh dzięki, którym moje mięśnie działają jak należy. Warto także wspomnieć o świetnej organizacji imprezy w Suszu. Trasy świetnie przygotowane i kibice, tak żywiołowo dopingujący nas – zawodników. Na pewno wracam tu za rok.

Login to post comments