Mistrzostwa Polski w Stroniach Śląskich

Mistrzostwa Polski w Stroniach Śląskich

Podczas rozgrywanych w Stroniach Śląskich Mistrzostw Polski na dystansie długim ITU (3-80-20) wywalczyłem swój trzeci medal – tym razem na mojej szyi zawisł brąz.


Zawody zaplanowano na bardzo trudnych, ale pięknych trasach. Pływanie w otoczonym górami zbiorniku Zalew Stara Morawa,  jazda rowerem po polskich Sudetach dodają wiele uroku tym zawodom. Jeżeli zawody zagoszczą na dłużej na triathlonowej mapie Polski myślę, że za rok tu wrócę. Mam tam jeszcze nieuregulowane rachunki z trasą biegową…



Dystans pływacki rozgrywany był na czterech 750 metrowych pętlach z wybiegiem, z wody. Bieg, brodzenie i „delfinkowanie” zabierało mi sporo energii. Pewnie nie tylko mi. Zanim wszedłem w swój rytm do pierwszej boi płynąłem na miękkich rękach i nogach. Dobrze, że miałem u swojego boku podczas pływania Jakuba Goleniowskiego, więc było troszkę łatwiej, gdyż wzajemnie się napędzaliśmy. Pokonanie 3km pływania zajęło mi około 44:15. Pierwszy etap wyścigu kończę na 5 pozycji. Niestety nie jestem w stanie dokładnie określić swoich czasów na poszczególnych odcinkach rywalizacji, gdyż podczas pływanie zgubiłem chip. Straty do najgroźniejszych rywali były duże, ale do zredukowania na kolejnych etapach wyścigu. Wiedziałem, że robota na rowerze, jaką ostatnio wykonałem powinna zaprocentować.

Po pływaniu czekała na nas bardzo trudna przeprawa – 80 kilometrów na wymagającej trasie rowerowej z przewyższeniem na całym dystansie ponad 1700 metrów. W najtrudniejszym momencie musieliśmy się zmierzyć z 20% nachyleniem. Były momenty, że „czwórki”, czy łydki mocno „paliły”. Każda pętla zaczynała się ośmiokilometrowym podjazdem. Następnie podobnej długości dość trudny technicznie zjazd, z którym „zaprzyjaźniłem” się od trzeciego okrążenia. Troszkę płaskiego i znów w górę. Poniżej profil trasy i tętno jaki zapisał mój polar V800.



Jechało mi się bardzo dobrze trzymałem swój mocny, równy rytm. Na każdej pętli niwelowałem stratę do czołówki i morale rosły. Średnia prędkość z roweru lekko poniżej 30km/h w czasie około 02:46:00. Do T2 zjeżdżam na drugiej pozycji ze stratą 1min 10sek do Przemka Szymanowskiego.



Wybiegając na trasę biegową łapią mnie potworne skurcze. Nogi nie chcą mknąć do przodu, są „sztywne jak kołki”. Nie wiem co się dzieje: przecież jadłem i piłem na trasie rowerowej. Słyszę tylko głos Maćka Chmury: „zacznij truchtać” – zaczynam i skurcze puszczają. Postanawiam biec bardzo zachowawczo. Tempo, jak dla mnie bardzo spokojne około 3:55-4:00/km. Rozbieganie. Po pierwszych 5km jednak mam straszny kryzys – prędkość dramatycznie spada, mięśnie i głowa się buntują, mam dość, widzę mur, ścianę, elewację. Od tego momentu przestaję myśleć o rywalizacji z innymi zawodnikami, a zaczynam toczyć najtrudniejszy „bój”- z samym sobą. Głowa mówi: „zejdź z trasy, po co ci to, daj już sobie spokój, nie musisz niczego udowadniać”. Jednak postanawiam walczyć, i nie dać się złamać. Na wszelkie sposoby próbuję oszukać organizm i bolące mięśnie, więc człapię kilometr po kilometrze. Na każdej pętli mocno mnie mobilizują Dorota ze Staśkiem, wiem, że sporo osób mi kibicuje i nie mogę ich zawieść. To dodaje mi sił.


                                                                                                            
Z tyłu mocno goni mnie trzeci zawodnik. Po 10km zaczynam czuć się lepiej i odżywam. Niestety tylko na 5 kilometrów. Na 15 kilometrze znów zmagam się z potwornym kryzysem. Wiem, że już na pewno dowlokę się do mety. Tylko na którym miejscu? Czy utrzymam drugą pozycję? Na 17km mam jeszcze przewagę około 1min, więc sporo. Myślę: dotrwaj tylko do szczytu górki, w połowie 19km, po nawrocie będzie łatwiej, bo już tylko zbieg. Niestety na 19km, czyli niecały kilometr przed metą przegrywam srebrny medal . Do mety docieram po 05:02:10. Zdobywam swój trzeci medal Mistrzostw Polski w tym sezonie. Do złota w duathlonie i srebra w „połówce” dokładam brąz na długim dystansie ITU. Jestem bardzo, bardzo zmęczony, ale także zadowolony. Dziś za konkurenta miałem nie tylko: rywali na trasie, wodę, góry, ale przede wszystkim samego siebie. Nie było łatwo, ale pokonałem w tych zawodach tego przeciwnika. W tamtej chwili dla mnie najtrudniejszego.



Wielkie gratulacje dla Wszystkich zawodników, którzy ukończyli zawody. Były one dużym wyzwaniem dla nas zawodników.  Zawody zostaną na długo w mojej pamięci. Bardzo mi się podobało. Wiem już że na pewno wrócę tu na zgrupowanie oraz na przyszłoroczne zawody.  Bardzo dziękuje za wsparcie moim partnerom: Maćkowi Ludwickiemu i Kawa Kamp za wielkie wsparcie jaki od Was dostałem. Activehero.pl za najlepsze odżywki, ale także Klinice Rehabilitacji Sportowej Ortoreh, Olimpius.pl, Compressport Polska oraz Zerod.

Największe podziękowania dla mojej kochanej żony, która wspiera mnie na każdym kroku, rodziców i brata. Dzięki Wam … Jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

Login to post comments