Croyde Ocean Triathlon

Croyde Ocean Triathlon

Zapraszam do poczytania relacji Zbyszka Chrzanowskiego z jego zmagań podczas Croyde Ocean Triathlon. Jak sam przyznaje były to jego najtrudniejsze zawody w jakich do tej pory startował. 

 

Gdzie te rekiny !?!

North Davon – Putsborough Sands. Jedne z najpiękniejszych plaż w Europie.

Gdy dotarłem do Putsborough Sands wczesnym rankiem byłem pierwszą osobą, która przybyła na Croyde Ocean Triathlon 2015. Strefę zmian otwierali o 6:00, wiec miałem chwile aby pozachwycać się pięknem okolicy. Wielka, piaszczysta plaża i niebieska woda morza celtyckiego.  To tu miała rozpocząć się moja przygoda z triathlonem w Croyde. Najbardziej fascynujące a zarazem przerażające miało być pływanie w słonej, wzburzonej wodzie. W morzu pływałem a raczej pluskałem się gdy byłem małym chłopcem, a teraz miałem zmierzyć się z żywiołem, który zapraszał do wspólnego tańca.

Zibi1

Pozostawiwszy wszystko w strefie zmian przyszedł czas na odprawę techniczna. Uśmiechnięte twarze wszystkich uczestników i skupienie przed tym co za chwile miało nastąpić.

Do miejsca startu szło się dobre 10 min, wiec był to moment na lekka rozgrzewkę. Start odbywał się z plaży i był podzielony na niewielkie grupy. Otrzymałem czepek w kolorze zielonym, wiec moja grupa startowała ostatnia.

Odstępy miedzy grupami wynosiły 2 min. Gdy zobaczyłem pierwszą grupę wbiegającą do wody to po dwóch minutach oni nadal wbiegali. Czyżby fale przypływu były tak silne, ze nie można było płynąć w głąb morza??

W końcu przyszła kolej na moja grupę. Ruszyliśmy do wody aby pokonać 100m w głąb, 1km  wzdłuż i 100m powrotu na plażę. Gdy wszedłem do wody na wysokość pasa zorientowałem się, ze fale są większe niż ja. I stało się. Pierwsza fala strzałem w twarz strąciła mi okularki. Założyłem je ponownie i poczułem sól na języku. Niby wiedziałem, ze woda w morzu jest słona ale aż tak !?! Stylem surfera pokonywałem kolejne fale zanurzając się w nich gdy chciały zadać kolejny cios. Była to bardzo dobra taktyka, dzięki której udało się pokonać pierwsze 100 metrów. Gdy dopłynąłem do pierwszej boi pomyślałem, ze najgorsze za mną. Przyszła pora na pokonanie 1km wzdłuż plaży, ale to również nie był prosty odcinek. Płynąc u boku innych zawodników trzymałem kurs na pierwsza, pośrednią boje. Fale spychały nas trochę do brzegu, wiec cały czas musieliśmy korygować kurs i koordynaty. Łapiąc ostatnią boje wiedziałem, że do końca zostało niewiele i z prądem szybko dopłynę. Nic mylnego. Dryfując na wzburzonym morzu musisz wyczekać moment, w którym fale odkrywają to co przed tobą. Udało się dotrzeć do brzegu i dobiec się do strefy zmian. Ów strefa znajdowała się dobre 800 metrów od plaży i musiałem pokonać spory podbieg. Był czas na refleksje. Gardło miałem tak zasolone, ze ledwo mogłem mówić, a kark szczypał niemiłosiernie. Cieszę się, ze zmierzyłem się z morskim żywiołem i udało mi się zwyciężyć. Nie była to łatwa przeprawa ale zdobyte doświadczenie będzie owocować w przyszłości.

Strefa zmian była usytuowana na pięknej polanie schodzącej ze wzgórza.

Zibi2

Sprawny wybieg z T1 i mogłem gonić czas na rowerze. Na początku mocny zjazd do miejscowości Croyde. Przejeżdżając kolejną miejscowość Saunton mogliśmy cieszyć oczy niesamowitym widokiem, który rozpościerał się na Croyde Beach. Gdy dotarliśmy do Braunton etap kolarski rozpoczął się na dobre. Dobrze, że zabrałem ze sobą rower szosowy. Do pokonania był podjazd długości 10km i przewyższeniu 260 metrów, który kończył się lekkim zjazdem w Ilfracombie. Nogi nie zdążyły odpocząć i znów do góry. Tym razem 3km o przewyższeniu 200 metrów. Ostatnie 10km to w miarę plaska trasa kończąca się lekkim zjazdem do strefy T2.

Bieg to zwykle moja ulubiona część wyścigu. Trasa biegu to 12km w zróżnicowanym terenie w którym dominowały szlaki turystyczne. Pierwsze kilometry szły całkiem sprawnie aż do momenty gdy wbiegliśmy na szlak w Croyde. Organizatorzy zgotowali nam naprawdę wiele niespodzianek i na biegu dołożyli wisienkę na torcie. Prawie 1 kilometrowa, „pionowa ściana” na której wielu śmiałków miało problem z podejściem. Kolejne 6km to najpiękniejsza cześć tego wyścigu. Wykończony do granic możliwości przedzierałem się przez pola zbóż, pastwiska dla owiec i krów oraz piaszczystą Croyde Beach. Oznaki zmęczenia niwelował widok, jaki mi towarzyszył. Ten krajobraz naprawdę zapiera dech w piersiach i każdego z całego serca zachęcam do odwiedzin North Davon. Pogoda również tego dnia dopisała. Piękne słońce prażyło wysoko, a chłodny nadmorski wiatr koił świeżym powiewem. Przed końcem etapu biegowego przywitał nas kolejny podbieg ale tym razem łagodniejszy. Dobieg do mety prowadził na otwartym terenie, wiec speaker zachęcał finiszerów do sprintu na końcowych metrach. Gdy tą prośbę skierował do mnie odmachałem mu, że tym razem nie mam na to ochoty. Wzbudziło to tylko śmiech wszystkich kibiców. Na metę dotarłem cały i zdrowy, ale piekielnie zmęczony.

Zawody w Croyde na dystansie 1200m – 40km – 12km ukończyłem przed 3 godzinami. Czas tak naprawdę nie ma tu znaczenia, gdyż przywykłem do tego, że Brytyjczycy organizują zawody nie dla bicia rekordów, a dla wspólnej zabawy i sprawdzenia samego siebie. Ja siebie sprawdziłem, przeniosłem kolejna górę, która tego dnia była naprawdę wielka. Zdobyte doświadczenie a w szczególności pływanie w morzu to dobry sprawdzian przez docelowym startem w Gdyni na dystansie ½ IM.

 Zibi3

Na 114 mężczyzn dotarłem na 20 pozycji ze stratą 20 min do zwycięzcy. To pokazuje, ze trasa była wymagająca nawet dla najlepszych.

 

Login to post comments